Maj to czas, kiedy dietetycy i psychologowie żywienia mają najwięcej pracy, bowiem wiele kobiet intensywnie myśli o wymarzonej sylwetce na wakacje. Psycholog Dorota Minta podpowiada, jak poukładać sobie w głowie niektóre kwestie, pod kątem często sygnalizowanego przez kobiety problemu – niemożliwości powstrzymania się od jedzenia dużych ilości, podjadania lub jedzenia niezdrowych przekąsek. A przecież jedzenie jest i przyjemne i potrzebne i warto dobrze o nim myśleć.

Brak kontroli nad jedzeniem, nad tym co się z nami dzieje – jedzenie przy telewizorze, przy komputerze, przy biurku, brak kontroli łaknienia, tego co i ile zjedliśmy.

Robienie kilku rzeczy jednocześnie

Żyjemy w ciągłym pośpiechu, chcemy wszystko zrobić na czas. Dlatego często robimy kilka rzeczy jednocześnie. Zamiast usiąść rano i zjeść śniadanie biegamy po domu popijając kawę i podgryzając bezwiednie coś, co miało być naszym pierwszym posiłkiem. W pracy, szkoda nam czasu na chwilę przerwy i zjadamy gotową kanapkę odpisując na maile. Idąc po dziecko do przedszkola kupujemy słodka drożdżówkę i połykamy ją w drodze do autobusu. Takich sytuacji zdarza się nam wszystkim w ciągu dnia wiele. Zjadamy cokolwiek, pod wpływem impulsu, nie kontrując ani tego ile zjedliśmy ani co, ani kiedy. Ba! Często nawet nie pamiętamy, czy zjadłyśmy cokolwiek w ciągu całego dnia.

Dlaczego tak robimy? Co chcemy dzięki temu uzyskać? W więszości przypadków robimy to trochę bezwiednie, wtłoczone w reżim codzienności. Wydaje nam sie, że nie dbając o siebie, rezygnując z krótkich przerw w czasie całego dnia pracy zyskamy w magiczny sposób czas na co raz więcej zajęć. A przecież każdemu z nas konieczne sa przerwy, chwileodpoczynku, regeneracji. Dlatego warto przyjżećsie swojej codzienności i sprawdzić, a może da się ja lepiej zorganizować. Dla wielu z nas budzik zawsze dzwoni za wcześnie, ale po kilku dniach próby okazuje się, że 10 minut na spokojne śniadanie powoduje, że zaczniemy dzień bez poczucia „niedoczasu“. Podpatrujmy innych. W czasie dnia pracy, nie trzeba robić bardzo długiej przerwy, nie żyjemy przecieżw kraju z tradycją sjesty ;). Ale może wzorem Francuzów weźmy wraz z nadchodzącą wiosną przygotowana w domu kanapkę, albo jogurt z domowym musli, wyjdźmy na pobliski skwer i przez 15 minut skupmy się na sobie samych, pomyślmy oczyms przyjemnym i w spokoju zjedzmy drugie śniadanie, zamienione ostatnio na lunch. Dzięki temu zaczniemy kontrolować najpierw to co i ile jemy, ale z czasem lepiej będziemy kontrolować swoje życie.

A więc róbmy sobie przerwy na jedzenie w codziennym zabieganiu. Dzięki temu będziemy spokojniejsze, mniej rozdrażnione, lepiej koncentrujące się na pracy i najróżniejszych obowiązkach.


Brak poczucia sensu życia

Wiele z nas, świetnie radzących sobie z rzeczywistością ma poczucie pustki, nudy, monotonii. Biegniemy, jak w powiedzeniu „nie mając czasu na załadowanie taczek“. Pracujemy zawodowo, prowadzimy domy, wychowujemy dzieci. Coraz częściej wspierane przez świetnych mężów i partnerów. Realizując najróżniejsze role życiowe zapominamy, jakie mamy cele w życiu, co jest ważne, dlaczego robimy najróżniejsze rzeczy. Wtłoczone w ustalony rytm przestajemy odczuwać sens. Przyzwyczaiłyśmy się, że to ktoś organizuje nam czas. Rodzice posyłali do szkoły, wybierali zajęcia dodatkowe, teraz szef wyznacza zadania do realizacji. Paradoksalnie wpadamy często w pułapkę kiedy mamy więcej czasu. Nie wiemy czym zapełnić wolne dni, snujemy się po domu i tak, po trochę z nudów zaczynamy jeść. Najbardziej drastycznie widać to w momentach trudnych, czyli utraty pracy. Zamiast zebrać się w sobie, nauczyć sie nowych rzeczy, albo odświeżyć zapomniane umiejętności siadamy przed telewizorem albo ekranem komputera i sięgamy po kolejne batoniki. Gotujemy ogromne porcje jedzenia i jemy, jemy, jemy. Na początku zapełniamy sobie czas gotowaniem, smakowaniem nowych potraw. Później chodzi już tylko o to, żeby ciągle jeść.

Ktoś mądry powiedział, że trzeba pielęgnować pasje, żeby mieć co robić na emeryturze. Obecne czasy chyba to zweryfikowały. Trzeba je pielęgnować na trudne czasy. Bo właśnie w takich momentach umiejętność zorganizowania swojego czasu, wyznaczania sobie samodzielnie celów, wprowadzania w swoim życiu zmian pozwala nam się pozbierać w czasach kryzysu, jakim jest np. utrata pracy. A zatem mając dobry czas rozwijajmy swoje pasje, hobby i zainteresowania. Zapełniajmy swoje życie nie tylko pracą i obowiązkami, ale też czymś, co jest ważne tylko dla nas. Tylko wtedy nie dopadnie nas nuda i marazm, które będziemy chciały zagłuszyć kolejnymi porcjami słodyczy.


O klasycznym rzucaniu się na lodówkę, po ciężkim dniu, nocą, ukradkiem…

Narada, prezentacja u klienta, kilka spotkań i jeszcze wywiadówka u córki. Jakaś mała przekąska w ciągu dnia, zjedzona w pośpiechu. Wracasz zmęczona i zestresowana do domu. Trochę rozmów z rodziną, opowieści o tym jak minął dzień. Nie zjadasz spokojnie kolacji, bo jeszcze trzeba pomóc synowi w matematyce, przygotować wszystko na jutro i nagle robi się 21. A ty przecież wiele razy czytałaś, że nie można jeść po 18tej.

Więc siadasz sobie na kanapie przed telewizorem, albo z książką. Mijają minuty aż nagle pojawia się nieodparta chęć na jedzenie. Biegniesz do lodówki, wyjadasz szybko jakieś zapasy. Po chwili sięgasz po kolejne. Bywa, że jesz prosto z lodówki, bez nakładania na talerz, szybko i łapczywie. A potem pojawia się uczucie przejedzenia, złość, że się kolejny raz objadłaś. Dlaczego tak wielu z nas przydarzają się takie epizody? Po co to robimy i co nam to daje?

Każdy czas od czasu podlega silniejszym napięciom, stresom. W takich momentach przydają się najróżniejsze, wypróbowane techniki pozwalające radzić sobie ze stresem. Dlatego warto poznawać siebie i odnajdywać sposoby, które w trudnych chwilach najlepiej pozwalają nam rozładować napięcia. Istnieją różne szkoły, całe systemy, wśród których możemy szukać pomocy. Dla jednych doskonała będzie chwila intensywnego wysiłku fizycznego (gimnastyki, marszu), komuś innemu pomoże medytacja czy trening relaksacyjny. Równie dobre jest zajęcie się jakąś ulubiona czynnością np. naszym hobby. To wszystko zajmuje naszą uwagę, wymaga koncentracji, odwodzi myśli od problemów, ale przede wszystkim  uspakaja, zaczynamy czuć się lepiej. Te same mechanizmy działają przy „zajadaniu“. Zjadamy coś i nieomal błyskawicznie nasz mózg zaczyna odczuwać przyjemność, na chwilę czujemy się spokojni i szczęśliwi. Żeby przedłużyć ten stan sięgamy po kolejną przekąskę i kolejną…

Jak tego uniknąć? Po pierwsze odkryjmy coś co nas skutecznie uspakaja. Może to być jedna z rzeczy, o których mówiłam wcześniej. Ale w porywie chwili pomoże też zrobienie  porządków w kuchennych szafkach. Jedno jest pewnie, warto poznawać siebie i obserwować w czasach o mniejszym natężeniu stresu, wtedy, kiedy wszystko sie dookoła toczy spokojnie. Odkrywajmy, co lubimy robić, co nam sprawia przyjemność. Zapamiętujmy to i ćwiczmy. Z ćwiczeniami pomagającymi w radzeniu sobie ze stresem jest jak z umowami prawnymi, są na złe a nie dobre czasy. Więc jeżeli nauczymy się treningu relaksacyjnego, to pod działaniem silnego stresu automatycznie nieomal zastosujemy tę technikę, odprężymy się i nie zaatakujemy lodówki. Możemy w takich momentach zrobić serie ćwiczeń fizycznych, albo wzorem naszych babć sięgnąć po szydełko i dziergać misterne koronki. Kolejną rzeczą, o wiele łatwiejszą, jest robienie przemyślanych zakupów. Jeżeli zdarzają nam się napady głodu i ataki na lodówkę, to nie kupujmy miliona kuszących przekąsek. W trudnej chwili bezmyślnie po nie sięgniemy. Przygotujmy się na takie momenty i kiedy koniecznie poczujemy nieodpartą chęć coś przekąsić np, po surowe warzywa. Pokrojony seler, marchewka, cukinia mogą się okazać zbawienne. Pamiętajmy też o piciu wody, którą możemy „uszlachetnić“ plasterkiem cytryny. Najważniejsze jest wcześniejsze przygotowanie się na ciężkie, pełne stresu czasy. Tylko wtedy nasz organizm instynktownie, zamiast zażądać kolejnej porcji jedzenia uruchomi wyćwiczone, nasze własne sposoby na odprężenie. Dzięki temu poradzimy sobie nawet z ciężkim stresem.


Słodkie nagrody

Nieomal każda uroczystość, ważne rodzinne wydarzenie jest czczone przy suto zastawionym stole. Każde z nas wędrowało z babcia do cukierni po odebraniu wzorowego świadectwa? Kapiący obfitością stół weselny, przyjęcia z naróżniejszych radosnych okazji, na których objadamy się do granic możliwości. W naszej tradycji to rodzinne biesiadownie jest bardzo mocno zakorzenione. Tkwimy w niej od dziecka nie chcąc zrobić przykrości mamom, babciom, ciotkom. Zastanówmy się, czy nie warto akurat z tą  tradycją powalczyć? Czy nagrodą za zdaną świetnie maturę zamiast ogromnego przyjęcia może być wspólna wycieczka do jakiegoś ciekawego miejsca? Zacznijmy odkrywać, jakie nagrody są dla naszych bliskich naprawdę cenne. Nie zawsze to musi być coś, co jest uświęcone tradycją albo ulubione przez nas samych. Bawmy się odkrywaniem tego, co sprawia przyjemność i nam i naszym bliskim. Słuchajmy tego, co mówią, jak się zachowują. Jest mnóstwo rzeczy bezcennych w tym, co dziedziczymy przez pokolenia. Nie jest tym na pewno nagradzanie jedzeniem.

W tym zjawisku czai się jeszcze jedna pułapka. Jeżeli każde zwycięstwo, zdany egzamin, wykonane zadanie będziemy czcić wielką porcją lodów czy tortem, to nasza psychika mocno powiąże smak zwycięstwa i smak słodyczy. W sytuacji, kiedy życie stanie się trudniejsze, będziemy odnosić mniej sukcesów możemy nadmiernie sięgać po słodycze, żeby przypomnieć sobie zapomniany smak zwycięstwa. Pochłaniane w wielkich ilościach słodycze będą nam rekompensowały brak satysfakcji ze zwycięstw. Zamieńmy słodkie nagrody na inne przyjemności. W efekcie i dobre jedzenie i sukcesy życiowe będą lepiej smakowały.


Uruchom wszystkie zmysły w czasie jedzenia!

Często jedząc zapominamy, że jesteśmy wyposażeni w wiele zmysłów, nie tylko smak. To jak będziemy jedli i ile, zależy w ogromnym stopniu od tego co odbiera węch, wzrok, słuch, a nawet dotyk. Całkiem inaczej smakuje pachnący chleb z chrupiącą przyrumienioną skórką. Mamy ochotę nieomal się na niego rzucić. Jak w wielu sytuacjach również podczas jedzenia można poznawać siebie. Żeby jeść wolniej, celebrować chwile i mieć czas na spokojną rozmowę podczas jedzenia zadbajmy nie tylko co, ale też jak jemy. Nie musimy sięgać po porcelanę luksusowych marek. Ale niech nakrycie stołu będzie harmonijne z naszym gustem i nastrojem. Układajmy estetycznie produkty, porcjując je na niewielkie kawałki. Bawmy się kolorem, nawet zimą można stworzyć barwny posiłek z sezonowych warzyw, serów i uprawianych w doniczkach ziół. Niech potrawy mają różną konsystencję, nic tak nie pobudza zmysłów w czasie jedzenia, jak chrupanie – wiedzą to doskonale producenci chipsów! Jeżeli lubimy takie przekąski zróbmy sobie domowe chipsy z buraka czy selera.

Doprawiajmy ziołami, które są aromatyczne, a odpowiednio dobrane podbijają smak i zapach potraw. Węch też nas karmi! No i uruchamiajmy przy przygotowywaniu posiłków wyobraźnię, poszukujmy, dopasowujmy jedzenie do nastroju, pory roku i towarzystwa, w jakim będziemy jeść. Czas od czasu warto też przygotować potrawę, którą możemy jeść palcami. Znowu zadziałamy na inny zmysł, a przy okazji będziemy się dobrze bawić i przez chwilę czuć jak małe dziecko. Uruchamianie wszystkich zmysłów w czasie jedzenia spowalnia nas. Jemy wolniej, degustujemy potrawy, a nie połykamy je bezmyślnie. A tym samym lepiej będziemy kontrolować co i ile zjadamy.


Dorota Minta – psycholog kliniczny, psychoterapeutka z doświadczeniem w pracy z osobami zmagającymi się z zaburzeniami odżywiania, doświadczającym obniżonego nastroju i niezadowolenia z jakości własnego życia, odczuwającym brak satysfakcji z własnego życia i niską samoocenę.


Appetite Control
 AquaSlim
Opakowanie 60 kapsułek- 30 zł  (w aptekach)

Appetite Control AquaSlim w kapsułkach daje siłę do walki z nadmiernym apetytem. Podstawowym składnikiem Appetite Control AquaSlim jest glukomannan pochodzący z korzenia roślinnego zwanej Amorphophallus konjac, tradycyjnie używanej w diecie w Azji. Glukomannan w połączeniu z wodą wypełnia żołądek i daje uczucie nasycenia.

Więcej o Appetite Control AquaSlim TUTAJ
Więcej o Aqua Slim TUTAJ

Share.

Leave A Reply