x

A ty jakie masz postanowienia?Czytając ostatni felieton na Waszej stronie, zaczęłam zastanawiać się jak sprawa z noworocznymi postanowieniami wygląda u mnie. Uwielbiam tradycje, a zwłaszcza to uczucie oczekiwania na końcowe „bum!”. Te z efektownym zakończeniem, jak święta czy zdmuchnięcie świeczki na torcie, lubię najbardziej. Są jednak i takie, z których nic nie wynika, choć zapał początkowy i oczekiwania były wielkie.

Koleżanka z sąsiedztwa zarzeka się, że w tym roku przestanie spóźniać się na Zumbę, teść rzuca palenie, brat przestanie przeklinać, a ja postanawiam (średnio 5 razy w roku), że schudnę choć jeden rozmiar. Dlaczego tak trudno jest wytrwać w postanowieniach, zwłaszcza w tych noworocznych?  Mąż śmieje się ze mnie, że w moim przypadku wszelkie postanowienia szkodzą nie tylko mojemu zdrowiu, ale cierpią na tym najbliżsi, bo z nie wytłumaczonego powodu obwiniam ich za własne niepowodzenia. Przecież, albo dziecko zdenerwowało, albo jestem zmęczona sprzątaniem, albo syn ma za dużo zadane z matematyki. Rzeczywiście, lubię znajdywać sobie wymówki. Zauważyłam, że moim podstawowym problemem jest to, że nie potrafię odmawiać innym, podczas gdy sama wyznaczę sobie cel, to jestem jedyną osobą, której śmiało potrafię odmówić. Przecież nie mogę nie przyjść do pracy, nie pozmywać po obiedzie czy nie powiesić prania, kiedy boli mnie głowa. Ale poćwiczyć to już nie muszę, przecież nikt nie będzie na mnie zły!

Jestem świadoma, że moje rozumowanie jest specyficzne. Tym bardziej, że przecież odchudzam się dla siebie, nie dla dzieci czy szefa. Robię to dla siebie i sama siebie oszukuję wymówkami.  Kiedyś przeczytałam na Waszej stronie artykuł pt.: „Silniejsza niż wymówki” i niedawno powiedziałam całej rodzinę „KONIEC muszę coś z sobą zrobić i albo przyjmiecie to do wiadomości, albo wzajemnie będziemy utrudniać dobie życie!” Byłam zaszokowana ich reakcją. Córka postanowiła, że przyłączy się do ćwiczeń, a mąż zrobił za mnie zakupy, pamiętając o owocach i warzywach dla żonki.

Plan z początku jest bardzo prosty. Raz w tygodniu wyznaczam sobie cel do uzyskania, np. co konkretnie będę jeść, a czego unikać oraz jaki rodzaj ćwiczeń będę wykonywać. Żeby tym razem naprawdę się udało, poprosiłam dzieci, żeby mi pomogły. Syn będzie odgrywał rolę detektywa, będzie sprawdzał czy na pewno czegoś nie podjadam. Córka będzie pilnowała schematu założonych ćwiczeń. Jeżeli uda się nam wspólnie wytrwać tydzień, na dzieci czeka niespodzianka.

Dlaczego tygodniowy plan? Dlatego, że im dłuższy czas wybrałabym na osiągniecie celu, tym bardziej zniechęciłabym się na starcie. Zdarza się czasem, że zwyczajnie brakuje mi motywacji. Wtedy, zapominam dla własnego spokoju,  że w ogóle coś postanowiłam.


Autor: (nie)Leniwa

Niniejszy felieton został przesłany przez naszą czytelniczkę z prośba o anonimowość. Ty również możesz podzielić się spostrzeżeniami o otaczającym Cię świecie. Napisz do nas! Jeśli Twój tekst nas zaciekawi, opublikujemy go i odwdzięczymy się małą niespodzianką :) 
artykuly@kobietapisze.pl

Share.

1 komentarz

Leave A Reply